Wciąż pamiętał tamten dzień. Mimo że minęło jedenaście lat ciągle widział błękitne tęczówki pochylonego nad nim Louisa i słyszał jego delikatny głos:
-Chcesz ulepić bałwana? - Nic nie mogło go szybciej wyciągnąć z łóżka niż perspektywa zabawy "na śniegu". Złapali się za ręce i zbiegli na dół. Jacy wtedy byli głupi! Siedmioletni książę i jego dziewięcioletni przyjaciel, nieświadomi mocy drzemiącej w Harry'm. Bawili się znakomicie, lepiąc bałwana, rzucając się śnieżkami, lub grając w ulubioną grę Louisa "łap mnie". Polegała ona na tym, że on skakał a przyjaciel wyczarowywał pod nim bloki lodu i śniegu. I tak w kółko, coraz szybciej i szybciej. Nic więc dziwnego, że Harry nie zdążył. Tak mu powtarzali. Zamiast stworzyć kolejny blok lodu książę trafił przyjaciela prosto w głowę.
-Louis! - usłyszał swój głos i podbiegł do leżącego na podłodze chłopca. Nic nie widział poprzez łzy, a gardło bolało go od wzywania pomocy. Gdy nadbiegli jego rodzice załamującym się głosem wyjaśnił im wszystko. Postanowili zabrać Louisa do jedynej osoby, która mogła mu pomóc: władcy trolli. Ten po uważnym obejrzeniu chłopca doszedł do wniosku, że potrafi go uratować, jednak wiąże się to z usunięciem wspomnień o mocy Harry'ego.
-Pozostaną mu jednak wspomnienia wspólnej zabawy. - stwierdził, pocałował Louisa w czoło i spojrzał na zapłakanego księcia.
-Masz wielki dar, jednak musisz nauczyć się go kontrolować, inaczej takie wypadki będą częste...
Mijały lata, a Harry dalej nie panował nad mocami. Zamknięty w pokoju, wychodził z niego tylko gdy musiał. Zaraz po tym wydarzeniu dostał od ojca rękawiczki, z przykazaniem aby nigdy ich nie ściągał. Nie czujesz, nie zamrażasz. Ze słodkiego brzdąca zamieniał się w przystojnego młodzieńca z burzą czekoladowych włosów i przeszywającym zielonym spojrzeniem. Gdy skończył 10 lat jego rodzice zginęli w katastrofie morskiej. Długo ich opłakiwał, ale robił to w samotności, zamknięty w pokoju. Codziennie rano dobiegał go głos Louisa, przytłumiony przez grube drzwi.
-Chcesz ulepić bałwana? - Codziennie mu odmawiał, płacząc i pokrywając wszystko szronem. W wieku 16 lat zaczął wymykać się z domu, przez okno. Chodził do najgorszych tawern i burdeli, zdobywał "doświadczenie". Wracał do pokoju koło 3 nad ranem, o 10 budził go głos Louisa. Wychodził z pokoju aby się uczyć, zjeść, zawsze starając się, aby jego kontakt z chłopakiem był ograniczony. Czasami zamieniał z nim parę słów, uśmiech, a raz nawet pozwolił sobie go przytulić. Ale gdy tylko emocje brały w górę uciekał do siebie. I wtedy tęsknił. Siedział na łóżku, a jedyne czego pragnął to znów usłyszeć przyjaciela, spojrzeć w jego piękne oczy i wywołać słodki śmiech. Kochał go. Całym sobą.
Obiecałam, że dodam prolog i dodałam. Brawo dla mnie. Cóż, mogło być lepiej, ale nie narzekam, choć to nie jest szczyt moich możliwości. A Wam jak się podoba?
Proszę was o zostawienie komentarzy, nawet tych negatywnych. Muszę wiedzieć co powinnam poprawić, a co poszło dobrze. Za wszelkie błędy (szczególnie interpunkcyjne) przepraszam.
Pozdrawiam i błagam o opinie!
Princess Anna xxx.
PS: A jeśli ktoś nie oglądał bajki "Frozen" to dodam, że trolle wyglądają tak:

Cześć, to ja xd
OdpowiedzUsuńKrótko, ale wspaniale i OMG JAKIE TE STWORZENIA SĄ SUODKIE XD
Ładne, takie ...inne niż to co do tej pory czytałam, czekam na pierwszy rozdział :)
OdpowiedzUsuń